Początki

Trochę o ciężkich początkach. Wiem - do macierzyństwa nie można sie w stu procentach przygotować. Nic nie wygląda tak idealnie jak można to sobie wyobrażać w czasie ciąży. Ale co tak na prawdę czekało mnie jako świeżo upieczoną mamę było dość mocnym zaskoczeniem. Cudowne pierwsze chwile w szpitalu z maleństwem, cudowne pierwsze dni w domu. Tata miał urlop, super ! 3 tygodnie razem z naszym szkrabem. Karmienie, przewijanie, oswajanie sie z nowym człowiekiem, odwiedziny bliskich, radość.

I nagle, maluszek staje sie coraz bardziej płaczliwy i rozdrażniony w dzień. Nie chce w ogóle spać za dnia, w nocy jest lepiej, przesypiamy ładnie z trzema pobudkami. Ale przychodzi kolejny dzień, widzimy, ze coś naszego skarba męczy. Wygląda na problemy z brzuszkiem. Ok, nie on pierwszy, przeżyjemy, szukamy czegoś zeby mu ulżyć. Rodzina wystawia ocenę- macie po prostu marudne dziecko, no tak sie trafiło. Położna mówi o niedojrzałym układzie trawiennym, wszystkie maluszki tak mają unormuje sie. Ale się nie normuje.

Zaczyna się szukanie porad, pomocy... i to jest chyba najgorsze co mnie spotkało gdy zostałam świeżo upieczoną mamą. Dlaczego ? Odpowiedź jest prosta - każdy zaczyna mowic co innego...
Lekarz nie widzi problemu, mały przybiera na wadze, to jest najważniejsze, a ze całymi dniami nie śpi? I męczy brzuszek? No cóż maluchy tak mają-słyszę po raz kolejny.
Podejście kolejne-poradnia laktacyjna. Diagnoza- mały za płytko chwyta pierś i sie nie najada za jednym razem. Połyka tylko mleko pierwszej fazy i stad wzdecia. Korygujemy chwytanie. Ćwiczę w domu, kilka razy jest dobrze ale po kolejnych próbach histeria i powrót do starych nawyków. Kolejna wizyta w poradni. Na miejscu super, w domu ta sama historia co wcześniej. Szukamy doradcy, który przyjdzie do domu. Doświadczona Pani przychodzi i mówi ze przecież wszystko jest doskonale, mały sie z pewnością najada, troche marudny tylko. Płacze z bezsilności. Dwie osoby z tym samym tytułem certyfikowanego doradcy laktacyjnego, dwie rożne wersje. Komu wierzyć? Mały męczy sie dalej. Kolejna wizyta u lekarza, stwierdza ze faktycznie cos może być nie tak, przepisuje krople i czopki, może sie poprawi. Nie poprawia sie. Polozna doradza silikonowe kapturki na piersi, inna lekarka herbatkę koperkowa, ktoś inny stwierdza ze mały sie przejada i trzeba go przetrzymac miedzy karmieniami... a co z ideą karmienia na żądanie ?

I oczywiście kwestia mojej diety, z jednej strony nie ma diety matki karmiącej, z drugiej lekarka doradza lekkostrawną dietę.

Mały nadal się męczy a ja nadal szukam rozwiązania.

I bądź tu mądra. Ufaj specjalistom. Ludziom którzy powinni pomóc w tych pierwszych dniach. A każdy mówi co innego, ma inne pomysły, rozwiązania. A gdzies pośrodku jestem ja i chcę tylko ulżyć mojemu dziecku.

Komentarze